logo

♦ 17 XI 2013 o 17.00 zagra ORKIESTRA CZASÓW ZARAZY ♦

„(…) Ja, Róża Szulcowa, wiedząc dobrze jakośmy wszyscy z Boskiego Dekretu za grzech pierworodny śmierci podlegli (…) mianowicie teraz, kiedy miecz gniewu Bożego koło naszych karków uwija (…) dobra moje, których mi Bóg z małżonkiem moim udzielił a żeby na chwałę Boską i ratunek Duszy mojej jako i małżonka mego (…) dysponuję” 

(Róża Szulc, wdowa po poznańskim patrycjuszu Janie Szulcu)

III FESTIWAL CICHEJ MUZYKI
Zapraszamy 17 listopada 2013 o  godz. 17.00
do Sali Mieszczańskiej Ratusza Staromiejskiego w Toruniu (Muzeum Okręgowe)

♦ zapiski z Polski ♦

MUZYKA POLSKIEJ KARCZMY I DWORU według Georga Philippa Telemanna.
Wykonawca: Orkiestra Czasów Zarazy
Słowo: Jakub Burzyński
Wstęp bezpłatny

Orkiestra Czasów Zarazy

Muzyka polskiej karczmy według opisu Georga Philippa Telemanna

Paweł Iwaszkiewicz – dudy, kierownictwo artystyczne,
Maciej Kaziński – dudy,
Janusz Prusinowski – skrzypce,
Piotr Wawreniuk – puzon,
Mirosław Feldgebel – klawesyn

Niezwykły projekt “Orkiestra Czasów Zarazy” to próba rekonstrukcji muzyki polskiej karczmy początku XVIII wieku na podstawie zapisków niemieckiego kompozytora Georga Philipa Telemanna.

W repertuarze Orkiestry znajdą się tańce z zachowanych utworów Telemanna utrzymanych w stylu polskim oraz z odkrytego w 1987 rękopisu zawierającego jego notatki muzyczne z lat 1717–1722, w tym m.in. 31 tańców polskich. Towarzyszyć im będą improwizacje skrzypka i dudziarza. Nazwa projektu nawiązuje do tragicznego okresu początku XVIII wieku – wspaniała i bujna kultura muzyczna rozwijała się wówczas w Rzeczpospolitej na tle straszliwych spustoszeń na skutek wojny i epidemii.

„Wychwala człowiek właśnie to, co może go ucieszyć/a polska pieśń uczyni tak, że każdy skakać spieszy./Bez trudu tedy przyjdzie mi konkluzja całkiem pewna:/muzyka polska, wierzcie mi, bynajmniej nie jest z drewna” – pisał Georg P. Telemann, jeden z najwybitniejszych twórców epoki późnego baroku, a także w latach 1704–1708 kapelmistrz księcia Erdmanna II von Promnitz-Sorau, przyjaciela i  ministra króla Augusta II Mocnego. Pracując dla księcia w Sorau (Żary) i Pless (Pszczyna) i towarzysząc mu w licznych wojażach, Telemann odwiedzał cesarski Śląsk i Morawy oraz Polskę, w tym Kraków i Warszawę. Muzyka polska zachwyciła go “swym barbarzyńskim pięknem”: „Trudno wprost uwierzyć, jak cudowne pomysły mają tacy dudziarze czy skrzypkowie, kiedy podczas przerwy w tańcach zaczną fantazjować. Człowiek uważny zaopatrzyłby się tam w 8 dni w zapas pomysłów na całe życie. Mówiąc krótko, w muzyce tej tkwi nader dużo dobrego, jeżeli tylko potrafi się ją należycie wykorzystać. W tym stylu pisałem później różne wielkie koncerty i tria, które przybrałem we włoską szatę ze zmiennymi adagiami i allegrami” – pisał.

W innym miejscu Telemann wyodrębnia cztery style muzyczne stosowane ówcześnie w Europie. Obok powszechnie uznawanych: włoskiego, francuskiego i niemieckiego, na równi stawia styl polski. Sławę zawdzięczał kompozytor w dużej mierze zręcznemu zastosowaniu właśnie tego stylu oraz swej ogromnej inwencji melodycznej, która kształtowała się pod wpływem różnorodnych, często niedostępnych jego konkurentom źródeł inspiracji.

Paweł Iwaszkiewicz, lider projektu – współpracownik licznych zespołów muzyki dawnej, z którymi nagrał przeszło 30 płyt. Oprócz muzyki barokowej gra również repertuar renesansowy i średniowieczny na fletach poprzecznych, szałamajach i dudach. Szkolił się u Davida Meltzera, a następnie doskonalił umiejętności na kursach mistrzowskich u Ricardo Kanji i Roberta Ehrlicha.

Za: http://www.festivalmazurki.pl/

 ♦

O morowym powietrzu słów kilka

(za: Jarosław Burchardt, Roman K. Meissner, Dorota Burchardt „ODDECH ŚMIERCI – ZARAZA DŻUMY W WIELKOPOLSCE I W POZNANIU W I POŁOWIE XVIII WIEKU”)

W pierwszej połowie XVIII wieku całe terytorium Rzeczypospolitej zostało spustoszone przez epidemię dżumy, która doprowadziła do znacznych strat ludnościowych w miastach i do wyludnienia całych wsi. Źródłem epidemii dżumy, szalejącej w Polsce na początku XVIII wieku były wojska szwedzkie, które pod wodzą Karola XII wkroczyły w granice Rzeczpospolitej w lipcu 1701 roku. Rok później zajęły Warszawę, a po zwycięskiej bitwie pod Kliszowem 9 lipca 1702 roku nad wojskami polskimi i saskimi, Szwedzi opanowali również Kraków i okoliczne miasta. Dla chorych i rannych żołnierzy szwedzkich stworzono w Pińczowie lazarety. W nich to pojawić się miały pierwsze przypadki zachorowań na dżumę. Nasilenie tej choroby przypadło na następne lata.

Znana jest dalsza droga rozprzestrzeniania się dżumy. I tak w roku 1706 zaraza zaatakowała Kraków (do końca 1709 zmarło na nią 12 tysięcy ludzi). W roku następnym epidemia objęła tereny południowej Małopolski, Mazowsze (łącznie z Warszawą) oraz Wielkopolskę (początkowo Ostrów i Kalisz, a następnie Poznań). W 1711 roku obszar występowania dżumy powiększył się o północną Wielkopolskę, Kujawy (Toruń, Bydgoszcz), Warmię i Pomorze Gdańskie. W samych miastach dżuma sporadycznie występowała już od końca 1708 roku, a jej nasilenie spotęgowało się dopiero w 1711 roku, co pozwala stwierdzić, że epidemia obejmując swym działaniem ziemie polskie w granicach przedrozbiorowych rozprzestrzeniała się od północy i od południa (duży wpływ miała tocząca się na tych terenach wojna północna).

Zaraza nie wybuchła od razu gwałtownie i szybko. Początkowo zaobserwowano sporadyczne przypadki zachorowań, dopiero z czasem ich liczba zaczęła gwałtownie rosnąć. Kto tylko mógł – zwłaszcza władze i bogatsi mieszkańcy – uciekał do okolicznych miast, przenosząc w ten sposób zarazę. Ludność opanowała panika. Taka masowa ucieczka w swych motywach była zrozumiała i nakazywana przez lekarzy. Stawała się ona jedynym ratunkiem dla mieszkańców przed czymś, na co nie było lekarstwa – zaraza zabijała bowiem wszystkich: biednych, jak i bogatych. Wśród tych, którzy zostali epidemia zbierała obfite żniwo. Wkrótce zaczęło brakować czasu i rąk do grzebania zmarłych. Chowano ich w pośpiechu, nago, w ogrodach i innych niepoświęconych miejscach położonych poza murami. Poprzez masową ucieczkę i śmierć tak wielu ludzi, miasto było niemal wymarłe.

Nieznany naszemu pokoleniu koszmar i chaos, żywcem wyjęty z biblijnego opisu zagłady Sodomy i Gomory, panujący w tym czasie w Poznaniu, dokładnie ilustruje opis ławnika V.A. Bogusławskiego, który wspominał, że:  „ (…) pozostało nie więcej niż dwóch ławników, kilka wdów, garstka biedoty, rynek i ulice osierocone i owdowiałe wypełnione były ostami i zniszczoną trawą, kościoły miejskie pozostawały puste, bramy bez straży, dzwony i zegary bez opiekuna i zepsute”.